Problemy egzystencjalne

Myślę, że Sally przechodziła pewne załamanie. Sądzę rów­nież, że kryzysy często są wstępem do dalszego rozwoju. Zrozu­miałem, że skoro chciała odejść, musiała być na drodze ustalania ważnych rzeczy w jej życiu i że potrzebowała na nowo określić siebie. Na pewnym etapie wszyscy staramy się wykorzystać nasz potencjał i słyszymy wewnętrzny głos, wzywający nas do wyra­żenia naszej pełni, naszej pasji, kreatywności i ciekawości. Jest to wewnętrzne pragnienie odkrycia samych siebie i życia pełnią. Te poszukiwania mogą być również pełne niewłaściwych odczuć, takich jak niezdolność do bliskości lub poświęcenia się albo wra­żenia, że ?wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Mimo tego wszyst­kiego istnieje w nas silna potrzeba odkrywania samych siebie. Celem jest zdrowie, dobre samopoczucie i spokój. W większości przypadków nie chcemy zaspokoić swoich potrzeb ani stać się takimi, jakimi pragniemy być, kosztem innych osób. Przypusz­czam, że te wewnętrzne głosy (czy podpowiada je anioł, czy dia­beł) są powodami, dla których ludzie odchodzą ze związków. Wierzę, że w każdym z nas jest pragnienie spokojnego, szczęśli­wego życia. Wciąż dążymy do stworzenia go dla siebie sposoba­mi, jakie uznajemy za najlepsze.

To ja odszedłem z mojego poprzedniego związku z byłą żoną Nancy. Zmagałem się z poczuciem winy i negatywną samooceną, próbując zachować się odpowiednio i dotrzymać przysięgi ?do­póki śmierć nas nie rozłączy”. Czułem się wciąż przytłoczony poczuciem winy i rozdarty pomiędzy tym, co powinienem, a tym, co chciałem zrobić. Po sześciu latach szczerej komunikacji z Nan­cy, w tym również po terapii małżeńskiej, zrozumiałem, że nie wrócimy już do harmonii, która wcześniej cechowała nasze mał­żeństwo. To borykanie się i końcowy wybór tego, czego chciałem, pomogły mi później zrozumieć, że tak też musiała się czuć Sally, kiedy zrezygnowała z naszego związku (pomińmy zrozumienie – to wciąż boli jak diabli).

Teraz widzę wyraźniej, jak musiała cierpieć Nancy, kiedy od­szedłem. Doceniam to, że pokazała mi, iż można uszanować dru­gą osobę i pozwolić jej odejść, nawet gdy jest to ostatnia rzecz, której by sobie człowiek życzył. To było wielkie poświęcenie z jej strony. Jej przykład pomógł mi zbudować nową relację między nami i dzielić rodzicielskie radości i troski. Do dziś jesteśmy wspie­rającymi się przyjaciółmi. Można rozstać się w zgodzie, nadal szanować drugą osobę i na nowo określić relacje z nią, jeśli tylko nie jest się zaborczym.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.