Wspominanie Nantucket

Nantucket była klejnotem w naszych romantycznych podró­żach z Sally. Wiedziałem, że jeśli jeszcze kiedykolwiek pojadę na tę wyspę, zrobię to po to, żeby wymazać dawne obrazy i wspo­mnienia i zbudować nowe. Zdawałem sobie sprawę, jak ważne będzie zaprzestanie kojarzenia miejsc i rzeczy ze wspomnieniami. Nie chciałem, żeby Nantucket wisiało nade mną niczym te dwie lampy. Nie chciałem również umacniać żadnych symboli ani du­chów z przeszłości. Jeżeli miałem być wolny, musiałem sam poje­chać na wyspę. Wiedziałem, że jeśli nie stawię czoła mojemu bó­lowi – on nie minie. Pojechałem więc w maju na dwa tygodnie do Nantucket, by uwolnić się od bólu i stworzyć nowe wspomnienia.

Chodziłem po plaży, jeździłem na rowerze, oglądałem zachód słońca i wschód księżyca. Rozmawiałem z obcymi, mając nadzie­ję, że spotkam piękną, wspaniałą kobietę, która sprawi, że znów będzie mi się chciało żyć. Wszystkie te czynności i fantazje po­mogły mi uwolnić się od wspomnień i stworzyć nowe. W Nantucket robiłem dużo zapisków w dzienniku. Oto notatka z Siasconsett z połowy maja, po dwóch dniach mojego pobytu.

…Szary dzień.

Zimna bryza jak w listopadzie.

Wszędzie pąki na drzewach i kwiaty zwracające się ku słońcu wśród zielonej trawy.

Dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłem błękitnika. Przez ostatnie dwa dni widziałem kardynały, przepiórki, czerwonoskrzydłe kosy, gołębie, błękitne sójki, bażanty, gęsi, indyki i kilka ptaków, któ­rych nie rozpoznałem. Słyszałem za oknem przepiorą i widziałem króliki florydzkie.

…Pomyślałem o Lorenie (moim bracie) i zapragnąłem śmiać się z nim.

Chodziłem po plaży i zbierałem to, co wyrzuciło morze: głów­nie wodorosty, jednego małego kraba i muszelkę małża morskie­go. Pięknie do siebie pasowały.

Kiedy w niedzielę przyjechałem do Siasconsett, poszedłem na spacer brzegiem morza. Księżyc odbijający się w spokojnej toni przez sekundę dał mi uczucie, jakbym z Ziemi dosięgał wszech­świata. Po cichu podziękowałem Bogu za tę z pewnością najpięk­niejszą z planet.

Z perspektywy czasu interesujące jest dla mnie ponowne czy­tanie tych wpisów i zrozumienie, iż mimo że pamiętam smutek i rozpacz, oczywiste jest, że podróż do Nantucket podniosła mnie na duchu. Było to przebudzenie i odnowienie mojej więzi z ży­ciem. Spacer po plaży w świetle księżyca Abraham Maslow na­zwałby ?szczytowym doświadczeniem”. Wstrząsnęła mną wte­dy siła poczucia bycia sam na sam ze wszechświatem. Oto inny fragment tego samego wpisu.

Wszystko jest w porządku. Księżyc wciąż steruje pływami, oświetla niebo i odbija się w wodzie. Żyję i chodzę sobie po plaży, po zdrowej i pięknej planecie… Wszystko jest na swoim miejscu.

Innym sposobem pisania dziennika, jaki praktykowałem w Nan­tucket, było pisanie listów do Sally. Nie miałem zamiaru ich wysy­łać – pozwalały mi za to jasno i bezpośrednio wyrażać uczucia. Był to głos do tej pory tłumiony. Dzięki tym listom mogłem uświado­mić sobie, jak piękne uczucie nas łączyło, i pożegnać się. W jakiś sposób, oddając cześć naszej miłości, przestałem kurczowo trzy­mać się przeszłości.

Powrót na tę rajską wyspę bez ciebie jest bolesny, a jednocze­śnie uwielbiam tu być. W jakiś dziwny sposób mój ból łagodnieje. Ogrzewa mnie wspomnienie naszej miłości… To jest jak uwolnie­nie się od rozpaczy, którego potrzebuję, by dojść do siebie.

Dwa dni później napisałem w dzienniku:

Myślałem o Sally i zastanawiałem się, jak mogliśmy stracić tak cenną miłość. To było jak niebo – ja nadal w nim jestem, tylko jej już nie ma. Dziwna układanka. Być może przeceniałem ją lub nasz związek. Być może pojawiła się w niej jakaś skaza, zmiana w jej osobowości, która odsunęła ją od naszej miłości.

Prowadzenie dziennika było intymnym i bezpiecznym sposo­bem odkrywania siebie i swoich uczuć. Mogłem pozwolić sobie na odczuwanie smutku, jak również na dopuszczenie głosu na­dziei, który zapewniał mnie, że znajdę nową miłość. Wyrażanie tych często sprzecznych głosów dało mi jaśniejsze i pełniejsze spojrzenie na siebie.

Nantucket było symbolem wszystkich romantycznych waka­cji, które spędziłem z Sally. Teraz mogłem zerwać ze wszystkimi skojarzeniami, które wywoływało to miejsce. Był to rodzaj odłą­czenia, które intuicyjnie zastosowałem na drodze do uzdrowie­nia. Tworzyłem nowe skojarzenia.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.