Archive for the ‘Źródła siły’ Category

Bez limitów wieku i płci

Szukam wzorów zdrowia, witalności i kompetencji. Nie ma dla mnie znaczenia wiek ani płeć osób, od których mogę się cze­goś nauczyć. Często zadziwia mnie, ile uczę się od synów. Każdy z nich posiada cechy, które doceniam i równocześnie rozwijam w sobie. Swoje piętno odciska na mnie każda osoba, której kom­petencje, odwagę lub wrażliwość podziwiam. Wczoraj spędziłem trochę czasu z moim sąsiadem i przyjacielem Normem – dwa­dzieścia lat starszym ode mnie – wciąż pozostającym dla mnie wzorem. Nie boi się starości i mimo że przez ostatnie kilka lat miał problemy zdrowotne, wciąż nie opuszcza go optymizm. W zeszłym tygodniu jadłem lunch z moim przyjacielem Jackiem, który jest o dziesięć lat starszy ode mnie i myśli o przejściu na emeryturę. Opowiadał mi o swoich odczuciach i nadziejach zwią­zanych ze zmianą. Zapytałem, co robi, by utrzymać formę. Po­wiedział, że pływa i chce wrócić na kryty basen, bo lato się koń­czy. Zaproponowałem, że będę pływał razem z nim, a on się ucie­szył. Mamy więc okazję, by lepiej się poznać. Mój przyjaciel Dugald jest dla mnie kolejnym wzorem. Dobiega osiemdziesiątki, a jego celem tego lata było zdobycie wszystkich szczytów w Newhampshire mających ponad 4 tysiące stóp. Gdy tej zimy jeździ­łem z nim na nartach, zwrócił mi uwagę, że jest już nieco powol­niejszy, a ja pomyślałem sobie: ?Chciałbym taki być, gdy będę w jego wieku”.

Wszyscy potrzebujemy kontaktów ze starszymi. Z ich doświad­czenia czerpiemy wyjątkową naukę. Podziwiam ich siłę. Czasem życie wymaga od nas wielkiej odwagi i wytrzymałości. Ludzie star­si dobrze znają smak straty i rozczarowania, a jeśli mają szczę­ście, mogą również poznać wielką radość życia. Służą nam wie­dzą, musimy jedynie być otwarci na ich mądrość. Mają dla nas dar, którego nie otrzymamy od nikogo innego.

Od ludzi starszych dowiadujemy się o swoich korzeniach. Mój ojciec Wayne, tak jak wcześniej jego ojciec (Henry Clay Webb) i jego dziadek (George Washington Webb), przekazał mi swoją mądrość życiową, tak jak ja przekazuję ją swoim synom, a oni swoim potomkom. Dla mnie ma to głębokie duchowe znaczenie, ponieważ stanowi więź w czasie. Przypuszczam, że ton mojego głosu, gestykulacja, mimika lub postura mogą być podobne do któregoś z moich przodków. Przejmujemy pewne cechy nieświa­domie – są wrodzone.

Nie rozumiem dokładnie, jak to się dzieje, że zranienie powo­duje lepsze poznanie siebie, ale z mojego doświadczenia wynika­ją poniższe obserwacje:

  • Gdy przeżywamy osobisty kryzys, który zachwiał poczucie naszej wartości, szukamy pocieszenia u osób tej samej płci.
  • Otwarcie się na innych sprawia, że nasz ból mija.
  • Przyjaciele, którym zależy na naszym uzdrowieniu, przeka­zują nam pozytywną energię. Wyraża się ona poprzez tro­skę, akceptację, cierpliwość, wiarę, zrozumienie i wiele in­nych uczuć. Ta energia ducha jest jednocześnie namacalna i ulotna. Pozwala nam ona być sobą i wrócić do stanu rów­nowagi.
  • Ryzykując i otwierając się przed innymi, uwalniamy swoje ego i pozbywamy się pancerza ochronnego.
  • Dzięki miłości i trosce naszych przyjaciół jesteśmy odno­wieni i przywróceni do życia.

By ktoś w nas wierzył

To, że dr Parker uwierzył we mnie i pomógł mi zobaczyć do­brą stronę życia, miało na mnie ogromny wpływ. Moje relacje z ludźmi są lepsze, ponieważ staram się widzieć w innych ich najlepsze strony. Tym, co mogę dać najlepszego moim pacjentom i byłym studentom, jest poczucie, że w nich wierzę. Im bardziej ja wierzę w ich zdolność rozwoju i przebrnięcia przez obecne kło­poty, tym bardziej oni wierzą w siebie i naprawdę rozwijają się, radząc sobie coraz lepiej. Jest to dar zachęty, dający niezwykłą siłę. Ponieważ miałem i nadal mam mistrzów, którzy wciąż mnie wspierają, chcę przekazać ten dar innym. Głęboko wierzę w po­kłady dobra i kreatywności w ludziach, którzy chcą się rozwijać.

Niektórzy są bardziej cyniczni. Przypomnieliby mi, że na świe­cie istnieje mnóstwo zła i głupoty. Zdaję sobie sprawę, że są to osoby źle potraktowane w przeszłości, które nigdy nie otrzymały miłości ani szacunku – uczuć niezbędnych, aby rozwinąć ich po­czucie własnej wartości. Jako psycholog mam nadzieję, że ci, któ­rzy nie otrzymali w przeszłości wsparcia i zachęty, znajdą jednak sposób, by kochać i być kochanym, dzięki czemu rozwiną swój potencjał.

Stres i wsparcie

Przejście przez rozpacz było łatwiejsze, gdy mogłem podzie­lić się przeżyciami z przyjaciółmi, którzy mnie słuchali i pytali: ?Jak się masz?”. Naprawdę zależało im na odpowiedzi, nawet jeśli brzmiała ona: ?Nienajlepiej”. Przyjaźń oznacza, że zawsze moż­na na siebie liczyć, w dobrych i w złych chwilach. Takie wsparcie jest niezwykle ważne. Błogosławieństwem jest poczucie miłości, akceptacji, przynależenia do rodziny i grupy przyjaciół. Właśnie od nich czerpałem siłę, odwagę, poczucie humoru i świadomość przynależności, gdy z chłopca stawałem się mężczyzną. Gdy prze­chodziłem wyjątkowo trudne chwile, poczucie bliskości przyja­ciół sprawiało, że ciężar stawał się mniejszy.

Wzory i mistrzowie

Większość działań w moim życiu podejmowałem dlatego, że zafascynował mnie czyjś przykład. Moim pierwszym wzorem i mistrzem był mój brat Loren, któremu poświęcam ten rozdział. Ta pierwsza nauka miała ogromny wpływ na moje dalsze życie. Podziwiałem to, jak radził sobie z wieloma sprawami, sam w mło­dości na wiele sposobów brałem z niego przykład. Od Lorena nauczyłem się współżycia z rówieśnikami, a później dobierałem sobie przyjaciół podobnych do niego.

W życiu większości z nas, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, jest osoba, która odgrywa rolę naszego nauczyciela, wzoru i przewod­nika. Dla mężczyzn może to być ojciec, brat, wujek, trener, na­uczyciel lub inny bliski mężczyzna, którego znają i który zna ich.

Ja miałem szczęście – w college’u poznałem dra Williama R. ?Cherry” Parkera. Został moim mentorem. Profesor ?Wisien­ka” był zawsze tym samym entuzjastycznym, kochanym i ciepłym człowiekiem, bez względu na różne koleje jego życia. Urzekł mnie swoją radością i poczuciem humoru, wylewnością, pasją życia, umiejętnością głębokiego duchowego okazywania miłości. Jego śmiech był zaraźliwy, a jego zaangażowanie w misję psychologa i patologa mowy było postawą, którą chciałem naśladować. Czu­łem jego miłość i szacunek jak nigdy od nikogo. On docenił mnie jako osobę i to był jego największy dar dla mnie. ?Wisienka” uwie­rzył we mnie, a dzięki niemu ja bardziej uwierzyłem w siebie i swoje możliwości.

Nie chodziło tylko o mnie. Byłem w grupie prawie samych chłopaków, dla których prowadził zajęcia. Mogę wymienić ponad trzydziestu, których studia doktoranckie i karierę zainspirował ?Wisienka”. Czerpaliśmy z jego zachęty, nauki i przykładu. Jego przesłanie miłości nadal jest dla mnie inspiracją.

Zabawa drogą do bliskości

Bliskość wśród mężczyzn nie jest normą w naszej kulturze i nie ma na nią wielu przykładów. Emocjonalna bliskość może wzbudzać uczucie homofobii. Od małego uczymy się, że jeśli zbli­żymy się do drugiego mężczyzny, narazimy się na śmieszność i odrzucenie. Dotykanie wśród mężczyzn jest dozwolone jedynie w sporcie i w czasie wygłupów. Oprócz tego dopuszczalny jest jedynie uścisk dłoni i, jeśli jesteś wystarczająco odważny – klep­nięcie po plecach. Niestety, w dorosłym życiu mężczyźni rzadko się wspierają. Często dzieli ich rywalizacja.

To podczas zabawy w najpełniejszy sposób jesteśmy sobą. Za­bawa może być wstępem do bliskości. Często towarzyszy jej śmiech, żarty i wspomnienia. Taki relaks dobrze oddziałuje na psychikę. Najlepiej jest, gdy przygotowuje nas do głębszego dzielenia się uczu­ciami. Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo, że całkiem schowa­my się za beztroską i nigdy tak naprawdę nie znajdziemy więzi z drugą osobą i nie podzielimy się tymi uczuciami, które zwykle chowamy. Jednak gdy darzymy zaufaniem i mamy poczucie bez­pieczeństwa, otwieramy się na przyjaźń. Przebywanie z przyjaciół­mi, przy których możemy być sobą i z którymi możemy się śmiać ze wszystkich wyścigów do sukcesu, jest bardzo kojące. W tych momentach nasze osobiste dążenia są mniej ważne, dzięki czemu nabieramy dystansu do nich i zachowujemy życiową równowagę. Nie bez powodu mówi się, że nie samą pracą żyje człowiek.

W hołdzie moim przyjaciołom

Nauczyłem się doceniać moich kumpli, kiedy jako chłopiec grałem w gry zespołowe. Stało się jasne, że to dzięki wspólnym wysiłkom udawało nam się przeprowadzić świetne akcje i umie­ścić piłkę w bramce przeciwnika. Miałem niezwykły szacunek dla kolegi, któremu udało się dobrze obronić natarcie przeciwnika, wspaniale przyjąć piłkę lub podać w taki sposób, że przeciwnik nie miał szans. Fantastycznie było czuć, że wszyscy mamy swój udział w grze, bez względu na to, czy była wygrana, czy nie. Po meczu, w szatni lub w autobusie wiozącym nas do domu rozma­wialiśmy o wszystkich świetnych podaniach, straconych okazjach i błędach. Nawet w pretensjach o nieudaną akcję było wsparcie i zachęta do poprawy. Zwykle podczas gier i wspólnego spędza­nia czasu byliśmy najbardziej zrelaksowani i nikogo nie musieli­śmy udawać. Jednym z moich ulubionych spotkań są cotygodnio­we treningi tenisa. Ciężko pracujemy i dużo się śmiejemy, wygłu­piając się razem, w czym przejawia się nasza zażyłość. Wraz ze znajomymi z tenisa chodzimy na wycieczki, pływamy łódkami, spotykamy się na przyjęciach i przy innych okazjach, gromadząc się ze względu na przyjaźń, która nas łączy. To grono przyjaciół wywodzi się z nieformalnej grupy wycieczkowiczów, żeglarzy i ba­jarzy, nazwanej ?Jeźdźcami z Ordway”. Przez prawie 25 lat wiele razy spotykałem się z nimi na przyjęciach i różnych wyjściach. Moi kumple nazywają mnie ?Wujkiem”. Ten przydomek wymyślił Peter, później zaczęli tak do mnie mówić również Greg, Ash, John, Lew. Każdy z nich posiada cechy, które podziwiam i których wciąż się od nich uczę. Przyciąga mnie ich witalność i energia.

Mam to szczęście, że wśród osób, na które mogę liczyć, jest również moich czterech synów. Często wędrują z nami, grają na instrumentach lub w pokera. Przez ostatnie trzy czy cztery lata dwóch lub więcej z nich było razem ze mną w drużynie podczas letniej ligi softballa. Aktywność fizyczna odgrywała i nadal od­grywa ogromną rolę, jeśli chodzi o utrzymanie mojego dobrego samopoczucia. Sam inicjuję spotkania i przyjmuję zaproszenia kolegów. Nasze wspólne spędzanie czasu to momenty zabawne i pełne radości, czasem spokojne i refleksyjne, ale zawsze bardzo przyjemne dzięki przyjaźni, która nas łączy. Kiedy jestem wśród kolegów, doświadczam uczucia, które najlepiej opisuje słowo ?kumpelstwo”. Dla mnie oznacza ono:

?relację, powstającą między osobami, które łączy wzajemny szacunek i wspólny cel”.

Męska przyjaźń ma swoje korzenie w czasach prehistorycz­nych, gdy mężczyźni z ówczesnych plemion razem polowali i bro­nili się przed napastnikami. Były to pierwotne grupy wsparcia. Działanie zespołowe zwiększało szanse na przetrwanie. Radząc sobie w obronie, na łowach i przy zbiorach, rozwinęli rytuały i sztukę dziękczynienia za zdobycze. Przyjaźń ukształtowała się poprzez docenianie wsparcia (często również ratowania życia), jakie za­pewniał towarzysz. Mężczyźni razem tańczyli i śpiewali, dzięku­jąc za to wsparcie. Kumpelstwo charakteryzuje się poczuciem jed­ności, pewności, zachęty i wsparcia. Jestem przekonany, że ko­biety również doznają podobnych odczuć, jednak to mężczyźni przypisują sobie ?wynalezienie” tej więzi.

Źródła siły

Rozpacz, przez którą przechodziłem, była bardzo osobistym przeżyciem, jednak tym, co ułatwiło mi pokonanie jej, była po­moc z zewnątrz. Intuicyjnie wiedziałem, nawet w najwcześniej­szych jej etapach, że muszę pozostać w kontakcie z najbliższymi przyjaciółmi, a także odnowić niektóre znajomości. Chciałem miło spędzać czas z innymi ludźmi, by przełamać ból samotności. Po­trzebowałem wyjścia na zewnątrz, poza mój wewnętrzny, absor­bujący świat. Pragnąłem więcej różnorodności i energii, niż da­wała mi refleksja. Chciałem działać i to najlepiej nie sam. Czas spędzony z przyjaciółmi pozwolił mi wyjść poza mój ból i dał po­czucie równowagi. Dałem również innym okazję do wyrażenia ich troski, co nie zawsze jest łatwe.

Wyjście do ludzi jest jedną z dróg do odnowienia siebie. Lu­dzie czerpią swoją siłę z wielu źródeł:

? Bóg ? poczucie humoru ? piękno ? szacunek

  • rodzina i przyjaciele
  • bliskość i wyzwanie

Ja czerpię siłę ze wszystkich powyższych źródeł. W szczegól­ny sposób łączą się one ze sobą i tworzą cząstkę nas. Jesteśmy kowalami swojego losu, dzięki wzięciu odpowiedzialności za swoje życie. By dotrzeć do naszej wewnętrznej siły, często potrzebuje­my określonych okoliczności. Na przykład mogę chcieć spotkać się z przyjacielem i razem zrobić coś zabawnego, by móc się z tego śmiać; mogę potrzebować chwili samotności nad jeziorem lub w lesie, by doświadczyć spokoju.

W tym rozdziale chciałbym opowiedzieć ci, jak wielkim wspar­ciem dla mnie byli moi przyjaciele. Mam nadzieję, że zachęci cię to do wyjścia do twoich przyjaciół i bardziej towarzyskiego życia. Potraktuj to jako część drogi do uzdrowienia.