Archive for the ‘Udawaj, dopóki możesz’ Category

Wypatrywanie sygnałów

W czasie uwalniania się ze związku wypatrujemy sygnałów od naszych byłych partnerów. Przez długi czas wierzymy, że jesz­cze wszystko jest możliwe. Przejawia się to na dwa sposoby:

Wyolbrzymianie pozytywnych sygnałów. W mojej naturze leży widzenie zawsze tej pozytywnej strony. Niektóre sygnały sta­rałem się sam stwarzać, wyobrażać sobie i oczekiwać. Na przy­kład gdy miałem się spotkać z Sally, by zjeść razem lunch i poroz­mawiać, wyobrażałem sobie, że to będzie właśnie ten dzień, gdy zdecyduje się do mnie wrócić.

Wychwytywałem każdy najmniejszy przyjazny sygnał z jej strony. Wzmacniał on moją wiarę w to, że wróci i znów będziemy razem, tworząc głęboki związek. Wiedziałem, że ten optymizm był nieco przesadzony, jednak moja nadzieja często przekracza racjonalne myślenie. Pokładanie wiary w tych najmniejszych syg­nałach było jeszcze jednym sposobem przejścia przez ból i odda­lenia od siebie szoku związanego z ostatecznością rozstania.

Blokowanie negatywnych sygnałów. Przy innych okazjach nie dopuszczałem do siebie złych sygnałów. Na przykład gdy nacho­dziły mnie myśli, że mnie i Sally nie uda się już być razem, odrzu­całem je. Bałem się tych obrazów. Mimo że wiedziałem, jak źle stoją sprawy między nami, pytałem siebie: ?A u kogo niby wszyst­ko jest zawsze w porządku?”, albo powtarzałem sobie: ?Nie pod­dawaj się! Nie poddawaj!”.

I tak się trzymałem. Sally i ja rozmawialiśmy, wspólnie przeżywaliśmy stratę i pozostaliśmy dla siebie delikatni. To właś­nie nazywam stopniowym uwalnianiem się ze związku. Takie postępowanie pozwala partnerom po zerwaniu na utrzymanie pewnego stopnia równowagi i patrzenie w przyszłość, zamiast zupełnie ich powalić. Musi być jednak zachowany między nimi dialog, zrozumienie i świadomość, że to, co ich łączyło, było pięk­ne i głębokie.

Zorientowałem się, że proces mojego uzdrowienia rozpoczął się gdzieś pomiędzy wyparciem (które pozwoliło mi nie tracić nadziei i jakoś sobie radzić) a stopniowym akceptowaniem moje­go bólu. W pewien sposób wyparcie i nadzieja pomogły mi po­czuć się silniejszym i nauczyły mnie bardziej otwartego mówie­nia przyjaciołom o moich przejściach.

Wyparcie jako część procesu uwolnienia

Ludzie nie zwykli po prostu zatrzaskiwać za sobą drzwi po zakończonym związku i iść dalej. Nasza psychika po prostu nie jest stworzona do takiej brutalności. Taka ostrość kłóciłaby się z troską, poświęceniem, szacunkiem i miłością. Uwolnienie się ze związku musi więc następować stopniowo. Wyparcie pomaga nam zatrzymać sprawy w sferze prawdopodobieństwa i mieć po­czucie ciągłości.

Przez zaangażowanie i nadzieję pokładaną w związku trud­no nam jest powiedzieć: ?to koniec”. Wszyscy słyszeliśmy o pa­rach, które rozstawały się na jakiś czas, potem wracały do siebie, a ich miłość była nawet jeszcze silniejsza niż wcześniej. O tym samym marzymy dla siebie. Wyobrażamy to sobie i żyjemy na­dzieją. Nawet się o to modlimy.

Trwając w tej nadziei, zyskujemy czas, by wszystko sobie po­układać. Istnieje przynajmniej pięć powodów, dla których prze­ciągamy uwolnienie się ze związku z bliską, kochaną osobą:

  • Pozwala nam to poradzić sobie z ogromnymi zmianami w naszym życiu, ponieważ potrzebujemy stabilizacji, by normal­nie funkcjonować.
  • Nie chcemy ranić osób, które kochamy, więc unikamy zbyt­niej szczerości, starając się działać ostrożnie i z miłością.
  • Nie chcemy palić za sobą mostów.
  • Nie leży w naszej naturze udawanie zupełnie nieczułych.
  • Potrzebujemy czasu, by dojść do tego, co oznacza dla nas ?koniec”:

- jak to teraz będzie?

-    czy nadal będziemy przyjaciółmi?

-    czy będę w stanie się z nią/nim przyjaźnić?

-    czy chcę tego?

-   czy będę zraniony i wściekły?

-    na jak długo się żegnamy?

-    czy to już na zawsze, czy tylko na jakiś czas?

- jak duży ból mogę znieść?

- jak przyjmę tę stratę?

Te i inne wątpliwości dopadły mnie, gdy zacząłem dopusz­czać do siebie rzeczywistość. Trzymanie się nadziei i wypieranie faktów pozwala nam przejść przez uwalnianie się ze związku stop­niowo i w łagodniejszy sposób.

Zasady stosowania wyparcia

Aby wyparcie posłużyło nam w dobry sposób, musimy stoso­wać się do zasad, które uchronią nas przed całkowitym zobojęt­nieniem.

Jest to tylko etap przejściowy. Wyparcie będzie nam służyć dopóki nie zawładnie nami na tyle, że nie będziemy mogli stawić czoła prawdzie i bólowi z nią związanemu.

Z czasem należy go zaprzestać. Wyparcie działa jak kurek, dopuszczając do nas prawdę i fakty tylko w takiej ilości, w jakiej jesteśmy w stanie wytrzymać ból z nimi związany i normalnie funkcjonować. Czasem jest to zaledwie mała strużka. Gdy w co­dziennej rzeczywistości musimy borykać się z bólem straty, mamy tendencję do życia przeszłością.

Nadużywanie wyparcia

Trzymanie się nadziei zbyt długo. Pewna kobieta, która przy­chodzi do mnie po porady (będę ją nazywał Andreą), cały czas żyje związkiem z mężczyzną, który zostawił ją pięć lat temu. Od czasu do czasu dzwoni do niej, co wystarcza, by nadzieja wciąż się w niej tliła (żyje więc przeszłością). Jej tożsamość jest tak głę­boko zakorzeniona w nieistniejącym już związku, że nie potrafi ona zobaczyć siebie u boku innego mężczyzny, w zdrowej relacji. Andrea ciągle patrzy wstecz i nienawidzi się za to. Była tak zdru­zgotana rozstaniem, że nie miała wystarczającego poczucia wła­snej wartości, by ?odciąć pępowinę”. Pozostała więc na etapie wyparcia. Mimo że przez lata była w kilku innych związkach, nie przyjmuje do wiadomości, że jej dawny ukochany już do niej nie wróci. Taki stan rzeczy w przypadku Andrei jest zakorzeniony w jej dzieciństwie i źle funkcjonującej rodzinie. Gdy była mała, opuścił ją ojciec. Czuła się porzucona i nigdy nie poradziła sobie z bólem i złością, wynikającymi z tej straty. Czuła, że postępując tak, pogorszyłaby tylko stosunki z matką, ojczymem i prawdzi­wym ojcem. Nauczyła się obchodzić z rodzicami jak z jajkiem oraz wypierać i tłumić swoje emocje.

Przypadek Andrei nie jest odosobniony w naszym społeczeń­stwie. Uczymy się wyparcia i tłumienia uczuć jako sposobu na uniknięcie gniewu, smutku, kolejnego wykorzystania czy opusz­czenia.

Czas, przez jaki trzymasz się nadziei i twój osobisty sposób wypierania zależy od okoliczności rozpadu twojego związku. Każ­de z nas będzie trwało w tym etapie przez czas potrzebny do przy­stosowania się. Nie ma reguły na to, ile powinien trwać ten okres, jednak w przypadku Andrei, ona sama czuła, że trwa to za długo. Dlatego postanowiła poddać się terapii.

Ja sam trzymałem się kurczowo nadziei przez około siedem miesięcy (od sierpnia do marca). Sally dawała mi wiele sygnałów, że moglibyśmy jeszcze być razem. Jesienią często się spotykali­śmy, spędziliśmy też razem Sylwestra. Nawet jeszcze w lutym, gdy przyszła do mnie na obiad, słyszałem, jak głośno się zastana­wiała: ?Dlaczego ja odeszłam?” W pewnym sensie byłem gotów na jej powrót, tak bardzo przecież za nią tęskniłem. Jednocześnie z drugiej strony czułem, że tak naprawdę nie byłaby w stanie do mnie wrócić. Było jasne, że wyrażała jedynie swoje zdezoriento­wanie. Wziąłem to za nostalgiczną refleksję i znak, że naprawdę mnie kochała, jednak wiedziałem, że nie wróci.

Gwizdanie w ciemności

Wszyscy znamy pomysł ?gwizdania w ciemności”. Ponieważ strach przed ciemnością jest uniwersalny i stary jak świat, by na­uczyć dzieci radzić sobie z nim, kazano im gwizdać, udając, że są dzielne. Gwiżdżąc, dajemy znać duchom, potworom i demonom, że jesteśmy pewni siebie, silni i nie boimy się ich. Ta prosta czyn­ność jest bardziej przywoływaniem odwagi, niż jej okazywaniem. Nawet jeśli początkowo czujemy się niepewnie, gwizdanie prze­konuje nas, że mamy się dobrze. Gdy przejdziemy już przez ciem­ność, naprawdę czujemy się silniejsi i pewniejsi. Nie wejść w ciem­ność oznacza nie przejść na drugą stronę. Nawet jeśli nie chcesz stawić czoła swojej stracie, musisz to zrobić. Pokonując strach i działając pewnie, idziesz w stronę światła. Choć twoim zamia­rem było udawanie, naprawdę stałeś się silniejszy niż wcześniej. Decydując się na działanie, pokonujesz niesłuszny strach. Wcześ­nie uczymy się, że dobrze jest ?udawać, dopóki się może”.

Udawanie jest naturalną obroną, której nauczyliśmy się w cza­sie naszego rozwoju. Jest zapisane w naszym genetycznym i kul­turowym kodzie jako sposób na przetrwanie. Nauczyliśmy się od przodków, że zuchwałość popłaca. To ona podnosi i podtrzymuje nasz status lub onieśmiela innych, pomniejszając ich pozycję. Być postrzeganym jako słaby oznacza znajdować się na niższym szczeb­lu drabiny dominacji. Siła lub jej pozory mają swoje przywileje. Mężczyźni wyrastają w przekonaniu, że szczególnie ważne jest, by byli oceniani jako silni. Przyznać się do słabości lub straty to ?stracić twarz”, dlatego nauczeni jesteśmy wypierać i udawać.

Niezwykłe jest to, że przekonując innych o swej sile, przeko­nujemy także siebie samych. Sami dla siebie stajemy się przykła­dem idealnego człowieka, jakim chcemy być. Z czasem nasz mo­del realizuje się. Mimo że na początku może być to tylko maska – zachowując się pewniej, niż się czujemy, naprawdę stajemy się pewniejsi. Działanie zmienia nasze odczucia tak samo, jak od­czucia zmieniają nasze działania.

Stosowanie wyparcia:

  • Wyparcie podtrzymuje naszą nadzieję.
  • Wyparcie zatrzymuje sprawy w sferze prawdopodobieństwa i nie wyklucza niczego.
  • Wyparcie wstrzymuje siłę zdruzgotania stratą.
  • Wyparcie służy nam w okresie przejściowym, gdy walczy­my o równowagę i podtrzymanie naszej wiary w siebie.
  • Wyparcie żywi się nawet najsłabszymi sygnałami, które pod­trzymują i wzmacniają naszą wiarę w to, w co chcemy wierzyć.

Na przykład:

Ona nie powiedziała, że nie wróci.

Jest to bardzo słaba pociecha, a jednak na etapie wyparcia wystarczy, by się jej trzymać.

Wyparcie zaczyna się od absolutnego zaprzeczenia najgorsze­go (związek się rozpadł) przez żywienie nadziei (może jeszcze da się go uratować) aż po uznanie prawdy, jakakolwiek by była. Ten moment jest szczególnie ważny, ponieważ wyparcie musi w koń­cu zetknąć się z rzeczywistością.


Charakterystyka głosów

Nie jest tak, że słyszysz te głosy tylko teraz. Wiadomości, któ­re nam przekazują, pochodzą z naszych wcześniejszych doświad­czeń, emocji i przemyśleń. Te głosy przedstawiają to, co myślimy, że inni mogliby o nas pomyśleć lub powiedzieć. Wyuczyliśmy się ich, dorastając i wnieśliśmy je do dorosłego życia jako część sie­bie. Pomagają nam wybrać odpowiednie zachowanie, by móc być zaakceptowanymi przez jakąś grupę społeczną. Słyszymy je szcze­gólnie z takich stron, jak Kościół, rodzice lub członkowie rodziny, policja, sąsiedzi czy przyjaciele. Te grupy społeczne są reprezen­towane przez ludzi lub instytucje, których głosy są nam dobrze znane, czasem nawet do tego stopnia, że stają się stereotypowe. Reprezentują one ustalone tradycją wartości, które określają właś­ciwe zachowania i postawy. Wiele osób żyje ściśle według tych zasad. Wszyscy chcemy w jakiś sposób zadowolić innych i zdo­być ich aprobatę lub wypaść dobrze przed istniejącymi lub wy­imaginowanymi ?sędziami”. Chcemy zachować twarz, być człon­kiem grupy, rodziny i szerszej społeczności. Mamy silną potrzebę przynależenia – daje nam ono satysfakcję, dzięki niemu odnajdu­jemy sens w życiu. Dostosowujemy nasze zachowanie do siły tych zewnętrznych głosów.

Niektóre typowe głosy w naszej kulturze są nakazami, takimi jak:

  • staraj się
  • bądź dobry
  • bądź odpowiedzialny
  • szanuj starszych
  • nie daj się wykorzystywać.

Chłopiec zwykle słyszy:

  • nie płacz
  • bądź silny
  • bądź opanowany
  • nie wycofuj się.

Przekaz dla dziewczynek:

  • bądź miła
  • bądź atrakcyjna, ale i skromna
  • nie flirtuj przesadnie, nie zachowuj się nieprzyzwoicie.

Wszystkie te pochodzące z różnych źródeł przekazy odgry­wają jakąś rolę w naszym życiu. Nie można uciszyć wszystkich ?musisz” i ?powinieneś”, można jednak wybrać, czego chcemy słuchać i co chcemy wypełniać. Wyparcie decyduje, czemu wie­rzyć i jakie przekazy do nas dopuścić. Uczymy się, że może nam to pomóc udawać, że jesteśmy silniejsi, niż się akurat czujemy.

Udawaj, dopóki możesz, czyli stosowanie i nadużywanie techniki wyparcia

Wyparcie podziałało jak automatyczny pilot, który złagodził wstrząs i pozwolił mi poradzić sobie z przeżywanym szokiem.

Ona wróci.

To wszystko minie.

Trzymaj się, daj wam jeszcze jedną szansę.

Poczekaj i przekonaj się.

W pewnym stopniu zdawałem sobie sprawę, że zostałem po­rzucony, że moje marzenia legły w gruzach. Mój wewnętrzny głos przywołał wyparcie, aby złagodzić ból. Wewnętrzny głos jest ina­czej nazywany intuicją, którą Krishnamurti definiuje jako naj­wyższy stopień inteligencji. O intuicji mówimy, gdy całe nasze doświadczenie, postrzeganie, pamięć, emocje, intelekt, dusza i zmysły wspólnie sygnalizują, że możemy zaufać przeczuciu.

Wyparcie jest tą częścią intuicji, która zdaje się mówić: ?Nie pal za sobą mostów, może wszystko się jeszcze ułoży”. Ważne było jedynie przyznanie, że sprawy między mną a Sally nie ukła­dały się najlepiej. Udawanie pomogło mi zachować twarz i nie tracić nadziei.

Wyparcie jako pierwszy mechanizm obronny bazuje na wszel­kich niepewnościach i skłania do szukania w nich tej jaśniejszej strony. Zmierzenie się z ciemniejszą stroną jest w trudnym mo­mencie zbyt bolesne. Będąc z Sally, całkowicie się otworzyłem i zaufałem. Porzuciłem wszelkie mechanizmy obronne, które ogra­niczałyby moje zaangażowanie w nasz związek. Gdy nadszedł krytyczny moment, byłem niczym zraniony rycerz, który szybko ukrył się za tarczą złudzeń i nadziei, że wszystko się jeszcze uło­ży. Wynajdywanie powodów, by w to uwierzyć i trzymanie się nawet najbardziej nikłej szansy było moim sposobem na przysto­sowanie się do tej nowej sytuacji i pozwoliło mi przetrwać.

W pierwszych fazach wyparcia powtarzałem sobie:

Wszystko będzie dobrze, gdy tylko dom będzie skończony. Wszystko się ułoży, gdy tylko Sally znajdzie pracę. Znowu będzie sobą i wróci do mnie. Muszę tylko być cierpliwy i wyrozumiały.

Wyparcie jest jak automatyczny wyłącznik, który decyduje, jak dużo złych wiadomości można przyjąć jednego dnia. Dopusz­cza tylko tyle, ile jest się w stanie znieść.