Archive for the ‘Tłumienie chorych uczuć’ Category

Znaczenie drogi

Często chodzę po górach lub po lesie i zawsze jestem wdzięcz­ny tym, którzy byli tam przede mną i zostawili dobrze oznakowa­ną trasę. Czasem kora drzewa jest zdarta lub pomalowana, by wskazać najlepszą drogę, której znalezienie w lesie wcale nie jest takie proste. Napotykam kopce kamieni, które wskazują właści­wy kierunek. Ta kora czy kopce sygnalizują, że ktoś był tam przed nami i oznaczył teren. Te znaki uratowały mnie przed podrapa­niem przez gałęzie, nadkładaniem drogi lub, co byłoby najgor­sze, przed zgubieniem się na nieznanym terenie. Zabłądzenie jest przerażającym doświadczeniem. Zagłębienie się w swoim bólu jest trochę jak wycieczka do lasu. Jednak twoje uczucia nie mu­szą być lasem, w którym czai się okrutna czarownica, czekająca tylko, by wsadzić cię do pieca jak Jasia i Małgosię. Lepiej jest widzieć ścieżkę niż zostawiać okruszki chleba podczas podróży. Zostawianie ich symbolizuje twoje przywiązanie do jedynego zna­nego ci bezpiecznego miejsca, na wypadek powrotu. W podróży przez swoje wnętrze nie będziesz wracał do bólu czy innych sta­rych ścieżek. I tak nic ci one nie dały. Idziesz w górę, zawsze w stronę światła. To, czego potrzebujesz, to jak najlepiej oświe­tlona i oznakowana droga.

Wierzę, że pomoże ci, jeśli zobaczysz, że znajdujesz się w pew­nym punkcie procesu radzenia sobie ze stratą, jaka cię dotknęła. Napisałem tę książkę, abyś mógł przejść ten okres i jak najszyb­ciej powrócić do równowagi.

Zadaj sobie następujące pytania:

Czy pozostając przy obwinianiu i gniewie, nie jestem w pew­nym sensie niewolnikiem tych uczuć?

Czy będąc złym i zgorzkniałym, jestem naprawdę wolny?

Gniew i obwinianie będą obecne w procesie uzdrowienia – po­mogą ci zrozumieć, że możesz kontrolować swoje emocje i że istnieją zdrowe sposoby ich wyrażania.

Twoje uczucia są najbardziej bezpośrednim dowodem podej­mowania prób wyjścia ze wstrząsu. Każde z nich kryje klucz do uzdrowienia. Obserwuj uczucia, które pojawiają się w tobie i pa­miętaj, że już ich uświadomienie sobie jest początkiem wyzwole­nia się, zrozumienia i uzdrowienia.

Opieranie się emocjom

Mężczyźni są mistrzami w opieraniu się swoim emocjom – uczono nas tego od małego. Większość mężczyzn wstydzi się okazywać łagodność czy czułość. Nie tylko nie przyznajemy się do zranienia czy strachu, ale unikamy całej gamy pozostałych uczuć. Zniszczenie tych barier byłoby zakłóceniem norm, bo prze­cież w naszej kulturze być mężczyzną oznacza kontrolować się i być opanowanym. Jednak uczucia nie chcą być ograniczane, wy­pływają jak strumień przez szpary naszego bólu, radości, przy­jemności. Każde z nich to niebezpieczeństwo bycia uznanym za słabego, dlatego staramy się je kontrolować. Problem polega na tym, że wstrzymując emocje, skazujemy się na wypieranie praw­dziwych uczuć, obwinianie i inne techniki źle pojętej obrony.

Można odnieść wrażenie, że podróż w głąb siebie jest jak wy­prawa w nocy do ciemnego lasu. Chcę ci pokazać, że ważne jest, by uznać strach, opór i pozostałe uczucia. Jest to jedyna droga do uzdrowienia. Emocje muszą znaleźć swoje ujście. Jednym ze spo­sobów jest wsłuchanie się w to, co chcą ci przekazać. Zawsze po­wiedzą ci, co masz robić. Musisz tylko zapytać siebie:

Co daje mi mój gniew?

Co muszę zrobić, by wyjść z depresji?

Czy mam wyciągnąć z mojej frustracji jakąś lekcję?

Nie obiecuję ci, że na te pytania znajdziesz łatwe rozwiązania czy natychmiastowo działający cudowny lek na twój ból. Jednak te pytania spowodują, że podświadomie zaczniesz szukać odpo­wiedzi. Nie można skrócić procesu wychodzenia z bólu przez wypieranie lub tłumienie uczuć.

Jako osoba, która sama przeszła tę trudną drogę, mam nadzie­ję, że mogę wskazać ci ścieżkę, którą przełamiesz twój opór i doj­dziesz do świadomych uczuć, wyborów i przemyślanych zachowań.

Spojrzenie na siebie

Przez pierwsze dni czy tygodnie po rozpadzie mojego związ­ku nie byłem w ogóle zainteresowany psychologiczną analizą moich uczuć. Nie potrafiłem również spojrzeć na sytuację w szer­szym kontekście. Dopiero później stopniowo docierało do mnie, że na wiele sposobów próbowałem poradzić sobie z moją stratą i że jednym z nich była niechęć do trwania w urazie i obwinianiu.

Po paru miesiącach życia w bólu i całym mnóstwie innych po­wiązanych z nim uczuć zacząłem zastanawiać się nad przeszło­ścią i zauważać, że przechodziłem pewien proces. Inaczej czułem się w marcu, inaczej w listopadzie. Widziałem etapy i specyficzne doświadczenia, przez które przeszedłem. Był to proces powolne­go wychodzenia z rozpaczy.

Pamiętam, jak wchodziłem na pokład samolotu do Kolorado i przyszedł mi do głowy pomysł napisania tego bloga. Pomyśla­łem, że to, przez co ja przechodzę, jest przynajmniej w części ty­powe lub podobne do doświadczeń innych osób, przeżywających rozpad związku. Byłem zraniony, załamany, ale wiedziałem, że jestem na drodze do uzdrowienia, nawet jeśli nie wiedziałem, ile jeszcze to potrwa i w jakim punkcie powrotu do równowagi aktu­alnie się znajduję.

Spojrzenie na moją własną ścieżkę wychodzenia z rozpaczy sprawiło, że zobaczyłem wszystko z innej perspektywy. Zaintere­sowało mnie to. W pewnym sensie patrzenie jakby z boku na to, jak się miałem i jak sobie radziłem sprawiło, że poczułem się le­piej. Zacząłem pisać o moich doświadczeniach, na początku w for­mie dziennika, a później zabrałem się do tej książki. Jest ona owo­cem mojego doświadczenia w trudnym procesie uzdrowienia i wyraża to, co odkryłem na swój temat w trakcie jej pisania.

Spostrzegłem, że muszę stawić czoła moim emocjom, każdej w swoim czasie, w miarę wychodzenia z szoku i poczucia bezna­dziei. Zasada, którą chcę wam przekazać, jest taka:

Jeśli nie stawisz czoła swoim uczuciom, nie zostaniesz uzdro­wiony.

Szerszy kontekst

Coś w człowieku zawsze chce nadać życiowym zdarzeniom jakiś sens. Jeśli jesteś w stanie pojąć pewne mechanizmy wyda­rzeń, nie będziesz raczej powtarzał swoich błędów. Ważne jest, by patrząc wstecz, przyjrzeć się rozwojowi wydarzeń i ścieżkom waszego związku, jeśli chcesz zrozumieć, dlaczego wasz zwią­zek nie przetrwał. Gniew, jaki możesz odczuwać, należy zawsze rozpatrywać w kontekście wszystkich emocji i doświadczeń, pod­czas całego czasu trwania związku. W jaki sposób sam możesz wpływać na to, co się dzieje? Czy powtarzasz pewne zachowa­nia? Spojrzenie w szerszym kontekście pomoże ci uciszyć twój gniew, ponieważ zaczniesz widzieć złożoność drugiej osoby, sa­mego siebie i całej sytuacji. Wtedy zrozumiesz, że nie musisz brać wszystkiego tak bardzo do siebie.

Stosując się do tego, zobaczyłem, że Sally przechodziła ogrom­ne zmiany w swoim życiu: zmieniła pracę i odłożyła plany po­wrotu na uniwersytet, na studia doktoranckie. Były również inne kwestie:

  • Rodzina – czy chcemy założyć nową?
  • Pieniądze – jak będziemy je dzielić i jakie są nasze prioryte­ty w tej kwestii?

W każdym związku trzeba pamiętać o potrzebie rozwoju oso­by jako indywidualności. Pojawiają się różnice dotyczące podej­ścia do seksu, estetyki, pozycji materialnej, społecznej roli i wielu innych spraw. Jeśli zrozumiemy kontekst tych różnic, nie zare­agujemy gniewem, ponieważ nie weźmiemy ich tak bardzo do siebie. Wtedy ból nie będzie tak dotkliwy.

Gniew jako sygnał

Gdy czujesz się zły i myślisz o zemście, ważne jest, byś wie­dział, że jest to sygnał, że zostałeś bardzo skrzywdzony lub czu­jesz się słaby. To bólowi trzeba się przyjrzeć bliżej. Musisz więc odbyć podróż do swojego wnętrza, ponieważ gniew jest zewnętrz­ną oznaką, że twoje wnętrze zawiera coś, co musisz jeszcze od­kryć.

Pierwszym krokiem w radzeniu sobie z gniewem jest spojrze­nie na niego właśnie jak na sygnał, że wewnątrz dzieje się coś niedobrego. Jest to okazja do zrozumienia wszystkich powiąza­nych z nim emocji. Możesz na przykład czuć złość i odkryć, że powoduje ją tak naprawdę twój strach przed samotnością. Wszy­scy potrzebujemy i chcemy przynależeć do kogoś, być w bliskim związku z drugą osobą. Samotność może powodować poczucie opuszczenia i powątpiewanie w siebie: ?Czy jestem wart tego, by mieć partnera i wprowadzić w moje życie miłość?”. Jeśli czujesz złość z powodu swojej straty, może to być sygnał, byś bardziej przyjrzał się poczuciu porzucenia, bólowi, niepewności i stracho­wi, towarzyszącym twojej złości.

Aby odczytać wysyłane do ciebie sygnały i zastanowić się nad ich znaczeniem, musisz się na chwilę zatrzymać. Stare powie­dzenia ?policzyć do dziesięciu” lub ?wziąć kilka głębszych odde­chów” rzeczywiście służą temu, by uniknąć impulsywnego dzia­łania w gniewie. Nasze społeczeństwo powoli odchodzi od takiego reagowania. Zaczynamy uważać, że panowanie nad gniewem to sposób nie tylko na zrozumienie i doświadczenie naszych emo­cji, ale również na nasze uzdrowienie.

Żyjemy w czasach, w których świadomie tworzymy nowe nor­my rozumienia i przebaczania. Odkrywamy, ze jesteśmy zdolni do wielkiej miłości i współczucia, które mają swoje źródło w głę­bokim duchowym poczuciu, że taka jest właśnie istota ludzkiego życia.

Mieszanka uczuć

Uczucia nigdy nie występują osobno, ale łączą się i wpływają na siebie na wiele sposobów. Na przykład można odczuwać róż­ne rodzaje smutku, frustracji, samotności, gniewu czy strachu. Możesz czuć się zagubiony w tej mieszance uczuć, które zalewa­ją cię, gdy myślisz o swojej stracie. Dla mnie to zagubienie było konieczne, bym nie dopuścił do siebie całej prawdy w początko­wych fazach mojej rozpaczy. Zagubienie zakrywa ból, wprowa­dza cię w odrętwienie, by dać ci wytchnienie i porządkuje chaos, gdy zaczynasz wracać do równowagi.

Pozostanie w gniewie

Wielu osobom trudno jest dopuścić swoje emocje do świado­mości, ponieważ wtedy czujemy się bardziej słabi i wrażliwi, niż byśmy chcieli. Jednym ze sposobów nie przyglądania się tym uczu­ciom lub radzenia sobie z bólem jest ucieczka w gniew. Odrucho­wo reagujemy złością, bez oglądania się na ból czy strach lub na zaangażowanie i miłość.

Glen i Julie byli małżeństwem, któremu się nie układało, dla­tego Julie postanowiła odejść. Glen powiedział wtedy coś, co mnie zaszokowało i czego nie mogłem zrozumieć: ?Mogę to przetrwać, jedynie trwając w gniewie”.

Myślałem przez kilka dni o tym, co powiedział, aż zrozumia­łem, dlaczego tak to w jego przypadku działało. Podsycając w sobie gniew, nie musiał stawiać czoła swojej słabości: zranieniu, smut­kowi, strachowi, zagubieniu i wszystkim innym uczuciom, towa­rzyszącym jego stracie. Zamknięcie się odsuwa od człowieka ból, ale równocześnie nie pozwala mu zobaczyć ani zrozumieć sytuacji w szerszym kontekście.

Kiedy gniew maskuje inne emocje, proces uzdrowienia nigdy nie może być zakończony (jak pralka z zepsutym programato­rem, która nie wiruje). Cykl powrotu do równowagi zatrzymuje się na etapie gniewu. W pewnym sensie jest on ostateczną uciecz­ką przed uczuciami. Jest drogą ujścia twojego lęku, wzmaganego przez ból, strach i zwątpienie w siebie.

Trwanie w gniewie pozwala również na unikanie konieczno­ści poradzenia sobie ze strachem przed bliskością. Niektórzy boją się bliskości, ponieważ boją się straty i odrzucenia. Ich podświa­domy strach wyraża się poprzez gniew. Myślą wtedy: ?Trwając w gniewie, będę trzymać ludzi na dystans i więcej mnie nie zra­nią”. Wynika to z braku zaufania, zarówno do siebie samego, jak i do innych. Pozostając w tym stanie, człowiek ma wrażenie kon­troli, ponieważ staje się odrzucającym, a nie odrzucanym.

Podejście Glena nie jest odosobnione. Wiele osób, które zo­stały zranione, zasklepiło się w gniewie i już w młodym wieku nauczyło się unikać prawdy. Glen czuł się zdradzony, zaszokowa­ny, smutny i zawstydzony. Nie mogąc stawić czoła wszystkim tym uczuciom, unikał bólu, jaki by mu sprawiły, uciekając w gniew i blokując przykre emocje.

Wzory w mediach

Kino i telewizja już od dzieciństwa silnie wpływają na nasz rozwój emocjonalny. Wiele mówi się o negatywnych skutkach oglą­dania przemocy na ekranie, jednak dalej się ją pokazuje. Często najpopularniejsze nawet programy telewizyjne i filmy sugerują nam, że nie tylko w porządku, lecz nawet wskazane jest, by być podejrzliwym, wycofywać się i winić innych za to, co nas spoty­ka. Zemsta jest w naszym społeczeństwie zjawiskiem tolerowa­nym. Gniew jest często przedstawiany jako oznaka siły, nawet heroizmu. Zachwycamy się Johnem Waynem, który broni się agre­sją. Podziwiani przez nas bohaterowie dają przykład, jak ukry­wać pod maską zranienie i ból. Gniew dodaje dramatyzmu nasze­mu życiu, przywołując nasze pierwotne instynkty i chęć wymie­rzenia sprawiedliwości.

Gniew o wielu odcieniach

Za gniewem kryją się nie tylko ból i strach, choć są one dwo­ma podstawowymi uczuciami. Tak naprawdę gniew wyraża mie­szankę różnych emocji, wywoływanych przez wielorakie okolicz­ności. Na podstawie poniższej listy można zobaczyć, jak różne są uczucia związane z gniewem. Możesz czuć się:

Bezradny, Cierpiący, Ignorowany,

Negatywnie nastawiony i niezrealizowany, Obrażony i okropny,

Przestraszony, przytłoczony i pogrążony w nostalgii,

Rozczarowany i rozdrażniony,

Sfrustrowany, samotny i spanikowany,

Umniejszony,

Wykończony,

Zdruzgotany, zagubiony, zmęczony i zazdrosny.

Oczywiście nie wymieniłem tu wszystkich uczuć, które mogą towarzyszyć i podsycać gniew. Ta lista jest luźna i niepełna, ale dzięki niej łatwiej jest zobaczyć, jak różne i przenikające wza­jemnie się są te emocje oraz w jakich sytuacjach niektóre z nich wysuwają się na pierwszy plan. Pamiętaj, że emocje są zakorze­nione w naszych doświadczeniach i osobistych przeżyciach.

Najważniejsze to nie tłumić gniewu i zrozumieć wszystkie uczu­cia mu towarzyszące. Aby objąć wszystkie emocje, należy pojąć swoją zdolność do doświadczania życia. Gniew ma swoje korzenie w głębokim przywiązaniu i pasji życia. Często zabraniamy sobie dostępu do tych głębszych uczuć, nie potrafiąc spojrzeć poza gniew.

Gniew, czyli maska zakrywająca uczucia

Gdy czuję gniew, wiem, że to z powodu zranienia, strachu lub obu tych uczuć naraz. Jeśli rozpoznaję te podstawowe uczucia, oznacza to, że gniew nie zdominował mojej świadomości ani za­chowania. Jeśli nie widzę (albo raczej nie chcę zobaczyć) zranie­nia ani strachu, istnieje niebezpieczeństwo, że zostaną one przy­kryte i zamaskowane przez gniew.

W naszej kulturze zranienie czy strach nie są traktowane na równi z gniewem. Pokazać, że się cierpi, lub okazać strach, to przyznać, że jest się słabym, z definicji nie jest dobrze postrzega­ne, chyba że chodzi o osobę zwykle bardzo silną. W naszej kultu­rze zwłaszcza od mężczyzn oczekuje się, że będą silni, że każdy będzie typem macho, nieokazującym bólu ani strachu. Natomiast gniew razem ze źle pojmowaną siłą są bardziej akceptowane, a w niektórych okolicznościach nawet szanowane i podziwiane. Przypomina mi się wiersz mojego przyjaciela, Gaya Hendricksa. Uchwycił w nim element tego męskiego dylematu:

Jak wyżyć się na bohaterach Dzikiego Zachodu i wojen

Niech cię szlag, Johnie Waynie!

Żałuję, że nauczyłeś mnie chodzić dumnie i strzelać z biodra.

Ty też, Jeffie Chandlerze, zawsze byłeś chłodny.

Ukryłem wiele uczuć przez ciebie, Audie Murphy.

Wiele z nich przepadło w latach dorastania.

Stałem się mężczyzną dopiero, gdy nauczyłem się nie zachowywać, jak zwykł to robić mężczyzna. Brakiem wrażliwości zdobyliście Dziki Zachód

i wygraliście parę wojen. Ja po 21 latach i dwóch nieudanych związkach zrozumiałem, że brak wrażliwości może zabić.

- Gay Hendricks

Nie dotyczy to wyłącznie mężczyzn. Wiele osób nie przyznaje się do zranienia czy strachu, uciekając w gniew lub wycofując się. Tego właśnie najczęściej uczymy się w naszych rodzinach. Naszym pierwszym odruchem jest oddanie ciosu, zadanie cier­pienia, by w ten sposób odzyskać jakieś poczucie panowania nad sytuacją. Chcę, żebyś wiedział, że pod maską gniewu kryje się wiele innych, wypartych uczuć, które mogą wybuchnąć ze zdwo­joną siłą lub pozostać pogrzebane, sprawiając wiele bólu, nawet fizycznego.

Tłumienie chorych uczuć

Ciekawe, że w naszej kulturze mówi się o tłumieniu chorych uczuć. Tłumienie gniewu powoduje, że trwa się w nim. Na tym pole­ga pułapka. Jeśli wstrzymujemy gniew, na pewno on sam nie odej­dzie. Chorujemy, gdy zatrzymujemy w sobie szkodliwe uczucia.

Życie w żalu jest nie tylko ciężkie, ma też poważny wpływ na twoje zdrowie psychiczne i duchowe oraz na życie społeczne czy seksualne. Człowiek jest istotą składająca się i z duszy, i z ciała. Tkwie­nie w gniewie i żalu jest zatrzymywaniem toksyn w organizmie i spra­wia, że jesteśmy chorzy lub zgorzkniali albo i jedno, i drugie.

Czyja wina?

Jeśli za to, co mnie spotkało, winię drugą osobę lub jakieś wy­darzenie, to znaczy, że nie biorę odpowiedzialności za własne życie. Obwinianie polega na znajdowaniu prostych odpowiedzi na złożone pytania. Wiele osób wini siebie, ale to również może być przeszkoda w dokładnym zbadaniu zaistniałej sytuacji i oce­nie związku. Jeśli zamykamy się w poczuciu winy, odsuwamy od siebie pozostałe uczucia i nie jesteśmy w stanie przejść przez fazę rozpaczy oraz wyzdrowieć. Obwinianie kogokolwiek z pewno­ścią niczego nie zaleczy. Jak długo będziesz kogoś obwiniać, tak długo nie pójdziesz naprzód. Im więcej goryczy i złości w sobie nosimy, tym bardziej sami stajemy się zgorzkniali i złośliwi. Ta­kie chore relacje z twoim byłym partnerem tylko odsuwają cię od uzdrowienia. Złością i gniewem niczego nie zyskasz. Obwinianie tylko zatrzymuje cię na twojej drodze, podczas gdy możesz spoj­rzeć na siebie i zastanowić się: ?Po co ta złość?”.