Archive for the ‘Opłakiwanie utraconej miłości’ Category

Wybierz zdrowie

Jeśli widzisz już ścieżkę do uzdrowienia, możesz nią pójść. Zobaczenie siebie w świetle dziesięciu etapów wychodzenia z roz­paczy jest pierwszym krokiem do bardziej aktywnego udziału w tym procesie. Wyzwaniem będzie przyjrzenie się emocjom i za­chowaniom oraz odrzucenie tych, które ci nie służą. Odnajdź sie­bie na ścieżce prowadzącej do uzdrowienia i zobacz wskazówki, które wyprowadzą cię z zagubienia i cierpienia.

Wczoraj pływałem kajakiem po rzece Penobscot z moim sy­nem Davidem. Był piękny dzień, do tego mieliśmy dobry prąd i wiatr w plecy. Mam nadzieję, że ta książka będzie dla ciebie takim prądem w podróży po dziesięciu etapach, przynoszonym przez ciepłą, łagodną bryzę. Będziesz jednak musiał zostawić za sobą brzeg, ustalić kurs i wiosłować.

Mam nadzieję, że wyjdziesz z rozpaczy jak najszybciej i w jak najlepszej kondycji.

Silniejszy niż wcześniej

Istnieją zdrowe sposoby na przejście przez rozpacz oraz ludz­kie słabości, które mogą wstrzymać cię na jakiś czas. Ta książka wskaże ci właściwą drogę dokończenia tego procesu oraz miej­sca, w których możesz ?utknąć”. Zobaczysz, że twoja droga bę­dzie cykliczna: będą na niej wzloty, ale również i upadki. Celem ostatecznym jest wyjście z rozpaczy jako silniejszy, mądrzejszy i szczęśliwszy człowiek. Gdy doznajemy uszczerbku na ciele, wie­my, że zostaną po nim ślady, jednak pamiętamy, że nasze ciało z czasem się regeneruje. Gojenie się ran psychicznych również wymaga czasu.

Leczenie musi trwać. Już od chwili, gdy dotyka cię cierpienie, jesteś odpowiedzialny za to, by podnieść się z szoku i bólu. Każ­dego dnia i w każdej chwili idziesz naprzód, by odzyskać pełną równowagę. Zadajesz sobie pytania:

Jakie wnioski mogę z tego wyciągnąć?

Jak mogę stać się silniejszy?

Nie tylko zostajesz uleczony, ale zyskujesz siły i osiągasz wy­ższy stopień równowagi i świadomości siebie.

Jak przebaczyć

Musisz zrozumieć, że przebaczenie przychodzi dopiero po tym, jak poradzisz sobie z innymi uczuciami, zwłaszcza z gniewem i obwinianiem. Zanim przejdziesz do przebaczenia, wcześniejsze etapy muszą zostać ukończone.

W większości przypadków rozpad związku nie jest związany z działaniem na czyjąś szkodę. Nie wierzę, by nawet zdrada była umyślnym złem, choć nie mówię, że jest moralna lub służąca czło­wiekowi. Jednak zdrady się zdarzają. Ludzie nie są idealni: po­pełniają błędy i podejmują złe decyzje. Można to wybaczyć. Takie błędy popełniamy w procesie zrozumienia samego siebie, w roz­wijaniu naszej samoświadomości.

Decyzja o przebaczeniu jest ważnym punktem w końcowym etapie przechodzenia przez rozpacz. Jej podjęcie pozwoli ci po­zbyć się żalu i przestać obwiniać drugą osobę. Będzie to oznacza­ło, że nie potrzebujesz już zrzucać na kogoś innego odpowiedzial­ności za to, co cię spotkało lub za swoje emocje.

Sądzę, że niemożliwe będzie całkowite uzdrowienie i powrót do równowagi, dopóki nie odrzucisz całego żalu do osoby, którą kiedyś kochałeś. Musisz pamiętać, że masz wybór: przebaczyć lub nie. Zachęcam cię, byś wybrał przebaczenie i uwolnił się od żalu. Przebacz, bo dzięki temu poczujesz się lepiej.

Cykl rozpaczy

Etapy rozpaczy są cykliczne: jest czas wznoszenia się i czas opadania. Pocieszające w dotknięciu dna jest to, że odtąd może być już tylko lepiej. Wznoszenie się jest drogą do odbudowania swo­jego życia. Gdy znajdujemy się akurat w środku cyklu, nie zawsze wiemy, co robić dalej. Możemy nie wiedzieć tego, jak mamy zrozu­mieć, zaakceptować i wybaczyć. Kiedy sam byłem w szoku, nie do­wierzałem temu, co się stało, nie zwracałem uwagi na swoją złość, nie chciałem jej zrozumieć ani zaakceptować. Potrzebowałem cza­su, by poczuć własne emocje. Dopiero później przyszedł odpowied­ni moment na ich zrozumienie, akceptację i na wybaczenie.

W końcowych etapach zaczynasz brać odpowiedzialność za realizację swoich dążeń i wzrasta twoja chęć, by zacząć działać. W tej książce staram się zachęcić cię, byś skupił się na wyborach i zobowiązał do zrobienia wszystkiego, co posłuży ci do uzdro­wienia.

Nie istnieje określony czas na przejście przez wszystkie etapy rozpaczy, będziesz musiał polegać na własnej intuicji, by stwier­dzić, czy twoje działania są prawidłowe. Od czasu do czasu po­czujesz, że utknąłeś na pewnym etapie. To twoja intuicja będzie ci podpowiadać, że czas już przejść do następnej fazy.

Rozpacz jako proces

Gdy wspominasz utraconą miłość, czy:

wpadasz w gniew?

smucisz się?

czujesz się przegrany?

czujesz się zawstydzony?

odczuwasz wszystkie te emocje naraz?

Czy zastanawiasz się:

czy znajdziesz jeszcze miłość? czy poradzisz sobie sam?

Rozpacz jest procesem naturalnym i potrzebnym do uzdro­wienia po stracie. Istnieje w niej początek, faza środkowa i koń­cowa. Może trwać tygodniami, miesiącami, a nawet latami.

Bądź pewny, że nigdy nie trwa wiecznie. Pamiętaj jednak, że proces ten musi postępować. Czasem zatrzymujemy się sparali­żowani w rozpaczy na bardzo długi czas. Wtedy albo wmawiamy sobie, że nigdy nie zdołamy poradzić sobie z bólem, złością i po­czuciem opuszczenia, albo żyjemy wspomnieniami, wciąż mając nadzieję, że zdarzy się cud. Takie przestoje są naturalne dla każde­go człowieka – sztuką jest nie pozostawać w stanie, który przedłu­ża nasze uzdrowienie i nie pozwala nam normalnie funkcjonować.

To bardzo ludzkie – rozpaczać, gdy doznało się straty. Nie za­leży to od wieku, kultury ani płci. Mimo że książka ta jest napisa­na z punktu widzenia mężczyzny, mam nadzieję, że przedstawio­ny przez mnie sposób przeżywania rozpaczy będzie przydatny oso­bom w każdym wieku, niezależnie od płci.

Przechodzenie przez nakreślone przeze mnie etapy jest trochę jak poruszanie się w basenie, wchodzenie w coraz głębszą wodę. Cały czas człowiek czuje się niepewnie. Nie ma idealnych wskazó­wek, jednak program dziesięciu etapów pomoże ci zrozumieć dro­gę od rozpaczy do uzdrowienia. Każdy etap nakreśla inny problem w procesie dochodzenia do pełnej równowagi. Pod słowem ?roz­pacz” kryje się wiele uczuć, których doświadczamy w wyniku stra­ty. Stawanie się wrażliwym polega na powtarzaniu sobie: ?Zosta­łem zraniony. Istnieją we mnie uczucia, które potrzebuję wyrazić”.

Odrzucenie

Utrata partnera poprzez odrzucenie jest osobistym afrontem, inaczej niż w przypadku, gdy partner umiera. Odrzucenie godzi w system własnej wartości. Siła i rodzaj przeżyć mogą być po­dobne, jak w obliczu śmierci bliskiej osoby, jednak istnieją różni­ce między tymi dwiema sytuacjami. Nawet jeśli zostajemy odrzu­ceni, wiedząc, że osoba, która nas nie chciała, żyje, będziemy wciąż trzymać się nadziei, że jeszcze się między nami ułoży. Wszyscy znamy takie przypadki powrotów po rozstaniu.

Gdy partner żyje, łatwiej jest nie dopuszczać do siebie myśli, że wszystko jest już stracone. Trzymamy się tego, nawet jeśli są to płonne nadzieje. Choć wszystko na to wskazuje, nie wierzymy, że naprawdę się rozstaniemy. Normalne jest, że wypieramy takie myśli i wciąż mamy nadzieję – dzięki temu odsuwamy od siebie ból. Nie należy jednak pozostawać w stanie wyparcia zbyt długo. Z czasem trzeba spojrzeć prawdzie w oczy, jakkolwiek byłaby ona trudna, i przejść do kolejnego etapu.

Również gniew jest inny, gdy tracimy kogoś przez odrzuce­nie. Jeśli ta osoba żyje i świadomie wybiera życie bez nas, istnieje dużo większe ryzyko, że będziemy ją obwiniać i staniemy się zgorzkniali.

Opłakiwanie utraconej miłości

Bycie zakochanym oznacza dla mnie bycie w silnym, emo­cjonalnym i duchowym związku. Gdy Sally zakończyła go, po­czułem, jakby łączące nas więzi pękły na każdej płaszczyźnie. Doświadczyłem przygnębiającej samotności, tak różnej od rado­ści, jaką przeżywaliśmy razem. Moje życie stało się szare, płaskie i ciche, podczas gdy czas z Sally był pełen kolorów. Zamiast mu­zyki i bliskości pozostała cisza i pustka. Byłem głęboko przygnę­biony i smutny.

Zastanawiałem się:

Czy w moim życiu pojawi się jeszcze taka miłość… taka brat­nia dusza… najlepszy przyjaciel?

Ból samotności

W pierwszych dniach po rozstaniu mój świat był przewróco­ny do góry nogami. Moje zaufanie, miłość odrzucono, nadzieja na wspólną realizację marzeń została zburzona.

Pytałem siebie:

Co takiego zrobiłem inaczej niż zawsze?

Może to ze mną jest coś nie tak?

Wciąż zadawałem sobie te i inne pytania, nawet jeśli odpo­wiedzi nie zawsze były jasne. Pustka, jaka mnie ogarnęła, zupeł­nie zdezorganizowała moje życie. Nie umiałem sam spać ani wra­cać do pustego domu, który takim miał już pozostać. Samotność jak intruz wkroczyła w moje życie. Jedzenie kolacji w samotności w niczym nie przypominało chwil, które spędzaliśmy z Sally wśród radości, śmiechu, czułości. Z nią czułem się duchowo zjednoczo­ny… Była moim najlepszym przyjacielem i partnerem w dobrych i w złych chwilach. Graliśmy w tenisa, żeglowaliśmy – cieszyli­śmy się z życia wraz z naszymi przyjaciółmi. Stawiwszy czoła samotności, poczułem, jak dotkliwa była strata bliskości, która dawała mi siłę do życia.

Byłem w szoku i jedynym sposobem, w jaki potrafiłem pora­dzić sobie z bólem, było niedopuszczanie do siebie myśli, że to naprawdę był koniec naszego związku. Zadziałało we mnie wy­parcie, ponieważ chciałem wierzyć, że Sally i ja jeszcze do siebie wrócimy. Znalazłem się na nowej drodze, zagubiony, bez mapy, nie mając pojęcia, dokąd zmierzam ani jak sobie sam poradzę. Od tej pory życie miało być dla mnie zupełnie inne. Nie tylko w samotności, ale – co więcej – w odseparowaniu od mojej uko­chanej, bliskiej osoby. Była to ostatnia rzecz, jakiej bym sobie życzył.

Dopiero z perspektywy czasu byłem w stanie zobaczyć, przez co przechodziłem. Gdy otrząsnąłem się z szoku i wyparcia, od­kryłem, że moja rozpacz miała różne etapy. Nic nie było jasne ani pewne, jednak jakoś poukładałem moje doświadczenia.