Archive for the ‘Dno jako punkt zwrotny’ Category

Rozwój i odkrywanie

Moje życie miało się teraz bardzo zmienić. Wszystko było nowe. Musiałem wiele się o sobie nauczyć. Wpis do dziennika około dwóch miesięcy po tym, jak Sally mnie zostawiła, pokazu­je, że wiara w siebie była głównym czynnikiem procesu mojego uzdrawiania.

Mam świadomość, że szczególnie przez ostatnich kilka tygo­dni optymizm i poczucie własnej wartości dodawały mi chęci do nowego życia.

Siedziałem właśnie na krześle i mówiłem do siebie: ?napraw­dę kocham siebie” i czułem się zażenowany, słysząc to. Następnie dodawałem: ?i właśnie dlatego potrafię kochać innych ludzi”.

Teraz jestem zdolny kochać Sally bez zaborczości i wiem, że ona to czuje i odwzajemnia.

Nie oznaczało to, że pozbyłem się bólu, ale to, że większą wagę przykładałem do moich możliwości i czułem się dobrze sam ze sobą. Uświadomienie sobie własnej siły jest ważną częścią po­wrotu do równowagi.

Docierało do mnie coraz silniej, że nadszedł czas, aby pójść dalej. Zdawałem sobie sprawę z tego, że moje zachowanie pomo­gło mi przetrwać najtrudniejszy okres. Cudownie było spojrzeć w stronę słońca. Zacząłem planować, co muszę zrobić, by zadbać o siebie.

Najpierw umysł

Musisz pamiętać, że kiedy dotrze do ciebie z całą mocą, że ?to koniec”, osiągniesz punkt zwrotny – skałę zbudowaną z prawdy i akceptacji, od której zależy twoje uzdrowienie.

Zacznij od swoich myśli. Twoje ciało i emocje dołączą póź­niej. Ile czasu to zajmie, zależeć będzie od wielu okoliczności: zarówno od poświęcenia i stopnia zaangażowania w utracony związek, jak również wsparcia rodziny i przyjaciół oraz twojego ogólnego stanu psychicznego.

Nie martw się teraz o czas, pamiętaj, że zmiany w twoim umy­śle są najważniejsze. Wszystko inne dostosuje się do tego. Nie jestem pewien, kiedy ostatecznie poczułem się wolny, a moje cia­ło, umysł i dusza złączyły się w jedną całość. Z tego, co pamiętam, przez około rok czy dwa lata dochodziłem do siebie. Faktem jest, że po zaakceptowaniu prawdy od razu zacząłem się odradzać.

Było mi coraz łatwiej być zdumiewająco nową i nieodkrytą oso­bą – sobą bez partnera. Wtedy po raz pierwszy byłem sam od po­nad dwudziestu lat. Byłem czterdziestosiedmioletnim mężczyzną z czterema synami w wieku od dziesięciu do dziewiętnastu lat.

W ciągu kilku tygodni moje emocje i ciało zaczęły akcepto­wać przekazy mojego umysłu i poczułem się lepiej. Stopniowo odzyskiwałem równowagę. Ponieważ nie oszukiwałem się już co do związku z Sally, nie przeżywałem nowych rozczarowań, jedy­nie dawny, powoli zanikający ból.

Prawda bolesna, ale przynosząca ulgę

Mimo że wydaje się to paradoksalne, w tak głębokim smutku czułem również ulgę. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, ja­kim ciężarem było dla mnie wypieranie rzeczywistości. Kiedy go zaprzestałem, na nowo odetchnąłem wolnością. Nie myślałem, że poczuję się aż tak dobrze, pomimo smutku i zagubienia. Osią­gnąłem dno, co nie oznaczało jednak, że od razu odbiłem się od niego do stanu pełnej euforii czy choćby dobrego samopoczucia. Było to po prostu uczucie ulgi.

Prawda, mimo że bolesna, była właściwszą podstawą, o solid­niejszych fundamentach niż wyparcie, które wymagało wielu wymówek, racjonalizacji i złudzeń, służących mi do przetrwania. W pewnym momencie zorientowałem się, że wszystko będzie dobrze. Nawet jeśli czułem jeszcze ból, nie oznaczało to końca świata. To przebudzenie i zaakceptowanie prawdy było punktem zwrotnym w procesie mojego uzdrowienia.

Wreszcie zobaczyłem rzeczy takie, jakie naprawdę były i nie podobało mi się to, co zobaczyłem.

Postanowiłem: albo zrobię coś, żeby moje życie było lepsze, albo pogrążę się w poczuciu winy, stając się ofiarą, albo powoli zacznę iść w stronę światła.

Osiągnięcie dna daje ci dwie możliwości. Możesz na nim po­zostać lub się od niego odbić. Pocieszające było to, że gorzej już nie będzie. Oznaczało to, że będę się miał coraz lepiej. Ponieważ nie podobało mi się bycie na dnie, zacząłem się od niego odbijać.

Gdy tak postanowiłem, nadal czułem ból przeszywający me serce i ogarniające mnie fale smutku.

Dno jako punkt zwrotny

Dałem Sally możliwość zmiany zdania, jednak nic nie mog­ło zrobić, by do mnie wróciła. To koniec! Żadnego więcej oszuki­wania się. Żadnych więcej nadziei ani rozczarowań.

Uświadomiłem sobie, że nie mogę już dłużej koloryzować rze­czywistości, nie wypaczając jej. Koniec znaczy koniec! Żadnych więcej ?może”! Bez przyznania tego przed samym sobą nie było­by końca mojego wypierania. Utknąłbym na jednym z etapów.

Bałem się swojego dna. Odsuwałem od siebie rzeczywistość jak tylko mogłem, jednak prawda wdarła się do mojej świadomo­ści. Nie mogłem się dłużej przed nią ukrywać.

Mój ochronny płaszcz, jakim była nadzieja, został ze mnie zdar­ty. Czułem się nagi i słaby.

Co mam teraz robić?

Muszę zacząć wszystko od początku, ale jak?

Czułem się bardzo smutny, zagubiony i samotny.